| Rambo na komarze czyli śnieżyca nadchodzi od dzioba. |
|
| Wpisany przez Gilbert |
| sobota, 17 grudnia 2011 11:40 |
Siedzę sobie wygodnie, za oknami pędzi piękny polski krajobraz. Złoto i czerwień – w takiej szacie jest początek października. Jedziemy do Władysławowa na dorsze. Marek nalewa pyszną nalewkę własnej roboty, gadamy i śmiejemy się do rozpuku. Humory wspaniałe – mimo że nadchodzą wybory do Sejmu...
Wybraliśmy trasę na Bydgoszcz, w Sierpcu skręt na Rypin, później Grudziądz i wjazd na autostradę A1 w stronę Gdyni. Bardzo dobry wariant – jak się okazało. Minęliśmy Trójmiasto i korki z tym związane. Jako operator pokładowy CB radio wiem gdzie się zagnieździły miśki z szuszarką...Podróż minęła szybko i miło. Hotel pusty – poza nami, wędkarzami. Układamy plan na jutro, wszyscy są poza mną pierwszy raz. Uspokajam grupę jak przystało na rasowego przewodnika (drugi raz na dorszach) – opad sandaczowy, pamiętajcie ! Dwa krótkie ostre poderwania zestawu i gwałtownie opuszczamy szczytówkę w dół. Piąta rano - poderwanie zestawu okazało się całą bitwą. Zestaw się cały zakopał w kołdry, niektórzy zakończyli wieczór w zupełnie innych pokojach. Dobrze że się wszyscy znaleźli.... Ponieważ jako jedyny nie wstąpiłem w stan większej nieważkości – siadam za kierownicą. Oddech mam jak alpejskie powietrze. Jedziemy do portu. Widok jaki mam przed oczami zupełnie niepodobny do ostatnich wrażeń z Jastarni. Tłumy wędkarzy, jakiś szlaban. Ochrona. Nasi znajomi o nas zapomnieli, auto ich straciliśmy z oczu w jednej chwili. Mam wrażenie że jestem na dworcu PKS w czasach głębokiej komuny. Szaro i prawie ciemno...dziki tłum pędzi na oślep, jak do roboty, dobrze że po sobie nie depczą...jakby się bali że Bałtyk ktoś ukradnie. Ruszamy po opłaceniu wjazdu. Widzę nagle że przed nami pędzi na czołówkę jakiś gość na motorowerku....z fasonem Rambo hamuje tuż przed naszą maską ! Nie wiemy czy się śmiać czy płakać...uchylam szybę, pan mówi że jest z ochrony i żebyśmy dali wsteczny z portu. Protestujemy że wjazd opłaciliśmy, ale odpuszczamy. Bierzemy graty na grzbiet i idziemy z parkingu do kutra. Spory kawał. Tam już nasi się rozłożyli. Najlepsze miejsce to rufa i dziób – chyba stąd ten pośpiech. Gramolę się na pokład i pieję jak kogut ! Dziób pusty – i tam się lokujemy. Ruszamy z portu całą niezwyciężoną armadą. Armia awanturników na kutrach – takie mam skojarzenie. Przypominają mi się jakieś ryciny sprzed wieków, piraci żądni krwi i łupów... Wędki, które widzę przypominają jakieś rapiery lub halabardy. Koledzy którzy załatwiali rejs twierdzili że cały sprzęt jest na kutrze, nie muszę nic zabierać. Całe szczęście że ich nie posłuchałem....pierwszy zgrzyt już na początku. Niemiły, robiący łaskę szyper powiedział że nie ma żadnych zestawów. Dopiero jak mu powiedziałem że jestem dziennikarzem i będę pisał relację – wszystko się znalazło. Zarówno dla mnie jak dla innych. Z ciekawości poprosiłem o wędkę z kołowrotkiem. Okazało się że kołowrotek jest zatarty jak stary silnik, smuga rdzy na obudowie mówi wszystko – dobrze że miałem swój.
Przypływamy na pierwszy najazd. Szyper nie daje sygnału klaksonem, nie mówi też jaką mamy głębokość. Przez cały rejs nie wiemy w ogóle na jakich głębokościach łowimy. Ludzie są zdezorientowani, jedni rzucają zestawy, drudzy czekają na sygnał. My z dziobu już spadamy zestawami na dno. Łowię tradycyjnie na szybki opad. Już po chwili mamy z kolegą kilka dorszy. Nie są to wielkoludy. Okazuje się że na kutrze nie ma odpowiedniego podbieraka, jest za krótki. Hak – to samo, raczej nadaje się do zrywania jabłek. Gdyby na takim powiesiliby Janosika – przeżyłby na pewno. Z dziobu nie ma jak podebrać dorsza, ani go opuścić do wody /miałby większą szansę na przetrwanie/. Jego lot z kilku metrów i pacnięcie o powierzchnię wody bynajmniej nie ułatwiają mu powrotu do życia. Niestety – dryfujące na powierzchni morza uwolnione ryby są natychmiast atakowane przez wygłodniałe ptaszyska, i szybko zjadane. Kiedy spojrzałem na olbrzymie sieci nawinięte na kołowrót – zobaczyłem nasze limity (obowiązują tylko polskich wędkarzy) i uwalnianie dorszy jako śmieszny propagandowy epizod, którego rola w ratowaniu pogłowia tych ryb jest żadna. W takich sieciach duszą się setki małych dorszy, nikt się tym nie przejmuje. Ilość dozwolonych przywieszek to jakaś groteska. A nasza etyczna postawa i uwalnianie małych ryb....Trochę tak, jakby w czasie katastrofy Titanica ktoś zabierał sztućce, żeby je ratować od zagłady....a w sejfach zostały sztaby złota.
Pogoda na początku dnia była łagodna, trochę posępna. Chmury i mgła. Dorsze atakowały przywieszkę - nie pilker, później na odwrót. W miarę upływu czasu słońce przebijało się przez chmury, wzmógł się wiatr. Fale zaczęły mocno kołysać naszym statkiem, dla mnie to była wielka frajda. Trzymałem się relingu na dziobie, patrzyłem w morską otchłań i krzyczałem z radości, kiedy rozbita fala spadała na mnie z furią. Niestety byłem sam z tą radością...koledzy przenieśli się na pokład główny (o ile można tak nazwać to miejsce). Tam zajęli urokliwą kanciapę, gdzie błąkał się zapach smaru i starych skarpet. Wrócili – śródokręcie okazało się gorsze niż dziób...W czasie odhaczania dorsza na kolejnym najeździe zobaczyłem nagle fruwające w powietrzu płatki śniegu. Jeden był nawet dość spory i pacnął na nogawkę kolegi. Śnieg przy ośmiu stopniach ciepła ! Zniszczenie klimatu i anomalie przeszły już wszelkie granice....
Kolejny najazd i znowu brania...już mi łapska odmawiają współpracy. Proszę kolegę o pomoc, przedramiona mam jak z gumy. Zaczynam się zastanawiać czy jestem sportowcem czy jakimś kilerem...Dorsze zaczęły odróżniać przynęty, zdarzają puste pobicia, zupełnie jak przy połowach sandaczy – na ogonku są ślady po zębach. Coś niepokojącego – niektóre dorsze są bardzo chude, wygląda na to że nie mają dość pożywienia, głównie szprota - tyle ile potrzebują. Tylko mała ich część jest dobrze odkarmiona, okrągła. Widać to wyraźnie. Powoli mam dość, inni w ogóle zajęli się biesiadą. Schodzimy z dziobu na żurek – dobry ale cienki i mało. Przypuszczam że miała do niego trafić biała kiełbasa, ale spotkał ją ten sam los co parówkę hrabiego Barykenta w kultowym filmie „Miś”. Jako dziennikarz dostałem drugą miseczkę żuru. Jednak media to potęga. Przypomniała mi się też scena z innego filmu, gdzie żołnierze ugotowali kucharza w zemście za nędzne gotowanie....Mieliśmy nadzieję na jakąś smażoną rybę ale to nie na tej jednostce. Zamiast tego słyszę że znowu gdzieś obok szaleje śnieżyca...
Powiem szczerze – sam wyjazd wspaniały. Zawdzięczam to mojej ekipie, chyba jakbyśmy nawet nic nie złowili byłoby tylko więcej śmiechu. Kuter i jego obsługa – byłem na nim ostatni raz. Słyszałem złe opinie od innych o Władku, niestety potwierdziły się. Nie mogę opisać innych jednostek, póki ich nie zobaczę w rejsie, to oczywiste. Widziałem w porcie bardzo ładne i zadbane pływadła. Kuter typowo wędkarski musi mieć pokład dostępny dla łowiących dookoła całego kadłuba. Tylko wówczas wędkarze mają dobre warunki do rozmieszczania się, dużo trudniej wówczas o splątania zestawów.
Nigdy nie popłynę na kutrze, który równocześnie pływa na rybołówstwo sieciowe. W czasie rejsu doszło do wielu splątań zestawów, raz pięciu myślało że walczy z trocią na sześćdziesięciu metrach...Szyper arogancki i chamski.Wędkarz który zwrócił mu spokojnie uwagę na złe jego zdaniem ustawienie do dryfu – otrzymał w odpowiedzi soczystą wiązankę kwiatów polskich. Zwróciliśmy uwagę temu szypru, że raczej to my zapłaciliśmy za rejs i jako dobrzy klienci chcielibyśmy się jakoś czuć na pokładzie. Pokładzie brudnym, mało tego – niebezpiecznym. Kolega schwycił się liny odciągowej – poranił dłoń do krwi o stalowe końcówki linek. Można by to miejsce czymś owinąć, ale komu by się chciało. Wspominam rejs na Passacie VII z nostalgią...dobre jedzenie, czysto, fajna atmosfera. Czy to tak dużo trzeba ?
Dobijamy do portu. Jesteśmy ledwo żywi i tak głodni że gotowi kąsać surowe dorsze...na szczęście tuż obok portu mamy spory bar, w nim otwiera się nam niepodziewana uczta. Miła obsługa, dziewczyny się uwijają jak w ukropie, roznosząc wkoło aromaty potraw. Napierw śledzie smażone w occie z cebulką, żurek w chlebie. Później stek kaszubski, a właściwie zwykły rumsztyk, ale bardzo smaczny. Porcje są duże, z talarkami ziemniaków i różnymi surówkami . Flądra smażona i taki też dorsz. Jest mały i Jacek zauważa, że smaczny jest dopiero duży dorsz. Nie mówiąc o ekologii. Potwierdzamy to gwarem i półgębkiem... Wychodzimy. Jest prawie ciemno. Władysławowo tonie w jesiennej poświacie. Nad głowami żegna nas ptasi wrzask. Ledwo żywi ale szczęśliwi pakujemy odwłoki do Chryslera. Ruszamy. Na prośbę kierowcy odpalam CB – nasze oczy i uszy. „Mobilki mobilki jak tam ścieżka do Rumii ?” „Czysto miałeś” „Szerokości kolego” Patrzę na drogę, słyszę cichnącą rozmowę....i usypiam w hipnozie świateł aut jadących z przeciwka.
. |
Najnowsze komentarze
Bolek
Gratuluje widzę że nie próżnujesz pozdrawiam
więcej
22.05.12 16:06
Napisał tomasz kwieciński
JIGOPEDIA - jak zrobić jiga
Szacun... więcej
22.05.12 12:58
Napisał rybowanie.pl
Łowiska - Śmietniska
Temat znany od dawna, ale ważne, że wraca... http://rybowanie.pl/artykul_pelny.php?id=11 Pozdro, ryb... więcej
22.05.12 12:44
Napisał rybowanie.pl
Limit 7 sztuk
Masz rację Andrzeju , #Longin , nawet duże wymiarowe dorsze wyłowione z dużej głębokości i wypuszczo... więcej
22.05.12 10:15
Napisał jurek-strażnik
Będą walczyć z kłusownikami.
Pływałem wiele razy po Zalewie Szczecińskim i odnoszę wrażenie, że nikt nie chce zająć się tam probl... więcej
22.05.12 08:22
Napisał t12
JIGOPEDIA - jak zrobić jiga
śliczne cudeńka... więcej
22.05.12 08:15
Napisał t12
Limit 7 sztuk
Czas najwyższy na zmianę tego bezsensownego limitu. Gdyby inspektorzy rybaccy na morzu zaczęli kontr... więcej
22.05.12 07:37
Napisał t12
Limit 7 sztuk
I tak tego idiotycznego limitu nikt nie przestrzega. Dorsz wyholowany z dużej gębokości silowo i tak... więcej
21.05.12 17:29
Napisał Longin
Będą walczyć z kłusownikami.
Szanowny Panie Zbigniewie, Zapewniam Pana, że Autor doskonale wie o czym pisze i napisal rzeczowy ar... więcej
21.05.12 08:38
Napisał Jerzy Kowalski
Napisz poradę - wygraj kołowrotek Daiwa ...
Moje gratulacje
więcej
20.05.12 16:28
Napisał jurek-strażnik
Napisz poradę - wygraj kołowrotek Daiwa ...
Dzięki wielkie dla całej redakcji za uznanie :) Gratuluję reszcie uczestników wspaniałych wpisów i c... więcej
19.05.12 14:48
Napisał szymonxx
Napisz poradę - wygraj kołowrotek Daiwa ...
Brawo! Uważam,że sluszna decyzja!
Gratuluję zwycięzcy!
Może nawet kiedyś zrobię sobie jiga w... więcej
19.05.12 14:42
Napisał Longin
Napisz poradę - wygraj kołowrotek Daiwa ...
Po wielogodzinnych sporach i dyskusjach, mamy przyjemność ogłosić, że najwyżej ocenionym przez zespó... więcej
19.05.12 14:32
Napisał Redakcja
Big Momma's House - Wersminia
http://youtu.be/1Rj-0rAySWM więcej
18.05.12 08:45
Napisał Dusza
Logowanie
- glizdziarz : Zmykam do pracy. Do miłego
- glizdziarz : Od razu dam 2 puchy kuku
- korzun04 : trzymaj się- a miejscówke odrazu podnęć grochem czy kuku
- glizdziarz : Jak zassię wszystkie odcinki to ci na DVD podeślę
- glizdziarz : No ja też zaraz mykam do pracy. Przed wieczorkiem pomknę oczyścić miejscówkę
- korzun04 : Trzymaj się- powodzenia
- korzun04 : mam wieści z wyszogrodu - totalna klapa, zastanawiam się czy nie ruszyć na kanały...

- j@rex : muszę uciekać do pracy miłego dzionka

- korzun04 : możliwe..
, - glizdziarz : Jak byś obejrzał pierwszy odcinek to też by cię wessało
- korzun04 : maniak!

- glizdziarz : Zauważyłem. A ja dalej zasysam kolejne odcinki serialu Uczastok.
- korzun04 : Z ziomalem se gadam!

- korzun04 : nie!
- glizdziarz : Widzę, że dziś nie jestem pierwszy

- korzun04 : Witaj Grzegorz!

- korzun04 : na kanałach jestm stałym gościem - może polecę tam w Boże Ciało
- korzun04 : ja kiedyś jeździłem na Klusy między ełkiem a Orzyszem, oraz święcajty w ogonach i kanały szymoński ,mioduński ,
- glizdziarz : Dzień dobry
- korzun04 : u mnie w okolicy to trzepią siatami do oporu, a ceny na wędkowanie zaczynają się od 250zł jeżeli chcesz łowić w nocy to x2
- j@rex : a Ty gdzie łowisz??
- j@rex : ale są jeziora gdzie dzierżawcy zauważli nareszcie że większą kasę będą mieć z licencji i turystó niż z tego co wyciągną z siatek
- j@rex : ciężko bo jeszcze na niekórych jeziorach odłowy przemysłowe trwają
- korzun04 : słyszałem że tam ciężko z rybą?
- j@rex : w weekand planuję na Selmęt Wielki
- j@rex : a ne mazury to okolice Ełku
- j@rex : na narew kupujemy licencje tylko że tam jest dwóch dzierżawców i tak naprawdę to djabli wiedzą na czyjej wodzie łowisz

- korzun04 : a na mazury gdzie jeździsz?
- korzun04 : to pod Łomżą? to jeszcze woda PZW czy prywatny odcinek
- j@rex : trochę trzeba jechać ale coś tam zawsze się złowi
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą wysyłać wiadomości
- Użytkowników: 6
- Gości: 20
PATRONAT WTV
Najaktywniejsi
-
wedkarz2309178 Punktów -
Longin158 Punktów -
mirasek153 Punktów -
rooster152 Punktów -
maniek-pc144 Punktów -
czaplasiwa121 Punktów -
Kerad112 Punktów -
pisaq111 Punktów -
Snajki95 Punktów -
tomasz kwieciński91 Punktów
W SKLEPIE
|
24.00 PLN
|
|
10.00 PLN
|
|
20.00 PLN
|
|
20.00 PLN
|
|
14.00 PLN
|
















Siedzę sobie wygodnie, za oknami pędzi piękny polski krajobraz. Złoto i czerwień – w takiej szacie jest początek października. Jedziemy do Władysławowa na dorsze. Marek nalewa pyszną nalewkę własnej roboty, gadamy i śmiejemy się do rozpuku. Humory wspaniałe – mimo że nadchodzą wybory do Sejmu...



Okazalo się w międzyczasie że kuter ma stałego mieszkańca. Był to malutki brązowawy ptaszek, na pewno nie wróbel. Urządzał sobie wycieczki wokół kutra, po czym wracał do bazy na poddaszu kanciapy.


Email
Blip
Wykop
Nasza klasa
Facebook
Twitter
Delicious
RSS
Śledzik
Google
Buzz
Grono





Komentarze
http://www.wedkarstwotv.pl/forum/21-morskie/17884-oocena-kutrow-rejsy-wdkarskie#17884
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.