| Przez życie z muchówką |
|
| Wpisany przez casim |
| poniedziałek, 13 lutego 2012 20:04 |
Nie wiem, dlaczego, ale zawsze i o każdej porze roku uwielbiam świt, tę ulotną chwilę końca nocy i niepewności wstającego dnia. Tak było i dziś po nocnej burzy. Tej z rodzaju dziwacznych snów i mokrej poduszki. O czwartej rano wszystko wydaje się zasnute tajemnicą...
No i mamy maj. Rozbujała wyobraźnia matki natury. Przekorna. Zmienna. W pierwszej chwili uderza mnie w nozdrza zapach życia, tych wszystkich nowych aksamitnych zwiewnych delikatnością liści, tej kruchości i potęgi nadziei otulonej mięciutkim woalem mgły. Czuć jeszcze niedawną surowość ziemi, ale jakże inną, ciepłą i rodzącą pewność, że to już czas wiosny. Lubię tą niecierpliwość życia rozkwitającą w barwach kwiatów, w zapachach... tak cudnie układających się w ulotny poemat po pierwszej majowej burzy, gdy przesycone ozonem powietrze pełne jest... siły i potęgi życia. Jeszcze nawet dużo za wcześnie dotarłem nad brzeg Olzy. Trwa jeszcze noc, z rozedrganym od gwiazd i śpiewem ptaków powietrzem. Wdychałem całym sobą ten chłód i czar chwili majowego poranka. Powoli przewlekałem sznur przez przelotki muchówki. Zapatrzyłem się... Siedziałem długo. Obrazy przesuwały się bezładnie, mieszając przeszłość z teraźniejszością. Niektóre zaplątywały się pytaniami w pełnej brylantów, porannej pajęczynie pająka; inne wartkim nurtem omijały głazy nadziei. Między nimi można było dostrzec malutkie wizje przyszłości. Płynęły jednak szybko, wirując na falach jutra tak, że dostrzec coś na nich wydawało się niemożliwością. Tak bardzo chciałem te wszystkie obrazy wyłowić i umieścić w galerii pamięci. Przepływały jednak zbyt szybko... a ja nie potrafię zatrzymać czasu. Pozostaje mi tylko zachwyt nad życiem, naturą. Życie i przyroda – czy może być coś piękniejszego?... może jeszcze uczucia... ale to zupełnie inna bajka!... Z zadumy wyrwał mnie niezdarny lot chruścika. Zdziwił mnie na tyle, że postanowiłem mu się przyjrzeć. Tak to był chruścik! Dziwny jest maj tego roku! Otwarłem pudełko z muchami. Może mokra? Uwiązałem mokrą i małą pupę. Pierwsze rzuty i skrzące się kropelki wody w blasku niskiego ostrego porannego słońca! Śpiew ptaków... pierwsze branie przegapiłem. Poprawiam, obrzucając głaz pośrodku nurtu. Tam muszą wychodzić... czuję rybę. Rzuty nerwowe, za szybkie... widzę błysk w wodzie – znów za późno!
Sprawdzam muchy, przypon... odchodzę sto metrów niżej, tam gdzie nurt łamią dwa następujące po sobie głazy, a Olza wlewa się w ciemną otchłań głębi. Magiczne miejsce. Przez lata utkane ze wzruszeń, klęsk i okrzyków radości. Dom rybich matuzalemów! Tu zawsze szybciej bije serce. Tu rzuty zawsze są inne, z latami stają się bardziej przemyślane, obarczone wspomnieniami i przeogromnym balastem nadziei. Muchy płyną płytko, przypominają motyle porwane nagłym podmuchem wiatru, bezwładne i bezbronne wobec potęgi żywiołu. Cień wypływa ufnie zabierając otwartą paszczą zwiewne maleństwo... o dziwo pozwalam mu zapaść się w otchłań! Nerwowo zacinam z ręki...JEST! Spokojną siłą prze ku dnie, z zupełną pewnością, na granicy wytrzymałości przyponu. Czuję się niepewnie... czy po zimie Olza nie naniosła patyków i korzeni? Nerwowość Cienia narasta. Odjazdy stają się mocniejsze. Wiem, ze Cień jest duży – ani razu nie wyskoczył na płyciznę, ani razu nie próbował wyjść w głazy gdzie straciłby za dużo sił... Trwał w mroku. Czy ryby mogą myśleć? Co raz czuję jak przypon się o coś ociera! Lata doświadczeń robią jednak swoje... przypon wiotczeje. Cień robi młyn pod powierzchnią i znów przepada w głębię, ale już niżej przy wypłaceniu... tu już łatwiej, bezpieczniej. Pozwalam mu wyładować swoją złość. Umieszczam go bezpiecznie w podbieraku. Zapalam papierosa. Cień łypie na mnie swoimi chłodnymi oczami. Jest piękny! Cały nakrapiany czarnymi punkcikami z piękną tęczową smugą. Całe 55cm szczęścia! Jeszcze się dziwi, gdy ciepłą dłonią ustawiam mu pysk pod prąd. Ta jedna, jedyna ulotna chwila gdy spotykają się dwa obce światy. Odpływa spokojne. Przepada w głębię. Zza koron drzew wychyla się słońce. Chowam pokiereszowana muszkę do pudełka. Wiążę nowy przypon, nowe muchy i rzucam z nową nadzieją... Toż to magiczny maj! W promieniach słońca zobaczyłem motyla. Szukał kwiatów. Przysiadł zmęczony w zakątku pełnego słońca. O czym mógł myśleć... chciałem mu spojrzeć prosto w oczy, może mógłby mi pomóc odnaleźć się w codzienności?... nie miał czasu. Gdy odpoczął, rozłożył skrzydła i ruszył w świat, smagany wiatrem szarych trosk. Jak Cień.
Wczoraj. Lunęło.
Nie mogąc doczekać się świtu, wsunąłem spodniobuty zapinając kołowrotek do dolnika.
Czas i noc. Przystanek jak złapanie oddechu. Anonimowość okoliczności i przestrzeni. Takie miejsce próby odpowiedzi na pytania do samego siebie. Peron na stacji. Bilet w życiu. Choć zawsze zaciekawiało mnie to, że najczęściej drogę, którą chcemy przemierzyć, ktoś może określić słowem „nierentowna”… to może to właśnie jest najpiękniejsze i najlepsze w całym podróżowaniu. Ta świadomość, że zmierza się ku czemuś, nawet jeśli celem będzie kolejne zgubione miejsce w przestrzeni. Może ważną rzeczą jest posiadanie jakiegoś punktu, ku któremu postanawia się dążyć. Noc. Za oknem rozhulał się halny. Sypie jesiennymi liśćmi, szeleści, pohukuje… napręża muskuły i zanika w ciszę. Nie pozwala spać. Mąci czas, przestrzeń i myśli. Nasila tę ulotność poczucia czasu. Kawa. Papieros, by oddalić noc. Patrzę w okno. Ciemność roziskrzona gwiazdami tak bliskimi, jakby na wyciągnięcie ręki. Zapatrzyłem się w błyskający mrok. Był tam smutek, tęsknota, strach, ale także nadzieja, jakby radosne oczekiwanie. Mnóstwo uczuć w pełnym nostalgii i zadumy listopadzie. Senny, uśpiony dom i moje spojrzenie w kąt, gdzie w głębokim cieniu majaczył kontur zakurzonej muchówki. Słuchaliśmy siebie, docierając do każdego zakamarka duszy. Jest to jedyne w swoim rodzaju zrozumienie – tak ogromne jak puszcze porastające niegdyś ziemię. Nadzieja, a może pewność kolejnego kroku na szachownicy dnia i nocy. Przeczucie...? Życie przecież samo narzuca reguły gry. Codzienność obraca się wokół pracy, pieniądza i rozpaczliwych prób odnalezienia swojego miejsca w społeczeństwie. A może jest w niej miejsce na spełnianie marzeń? Często przecież, w tej tak naprawdę odludnej i przetrawionej przez wszechobecne media codzienności, możemy próbować odnaleźć skrawek własnego nieba. Wymyślono nawet na tę okoliczność tak eteryczne pojęcie jak szczęście, ale i tak to doświadczenie i nauka przyswojona w ciągu życia, zdają się być, same dla siebie, mecenasami zrozumienia. Często się mówi, że „życie… boli”. Ale to tylko gra! To jedynie codzienność bombarduje nas wyuczonym, obłędnym medialnym słowotokiem – dobrze, kiedy wydychamy jego treść – bo to nic innego jak inni ludzie, którzy, poprzez system, obrazkowo szerzą swoje myśli. Zawsze starałem się być tym, który sam kształtuje własne przekonania… ale czy przez to jestem sobą? Jeszcze? Ja w to wierzę… Teraz jednak trwa ta listopadowa noc i halny, nieznośnie długo ciążące mrokiem. Jak na cmentarzu. To tam figury świętych są zazwyczaj zamknięte. Uchylają się tylko dla tych, którzy chcą się wsłuchać w ich ciszę. To właśnie tam, na cmentarzu, krótko rozmawiamy o przemijaniu, lecz słowa nie wyrażają wszystkiego – milczymy dłużej. Zgadujemy swoje myśli, tak, jakby cmentarz dyskretnie nas spijał, tak, że spokój staje się ciepły – topniejemy w nim. Znów wszystko pamiętamy i wszystko nas zapamiętuje. Nawet czas daje za wygraną, uczucia nie wyrażają nas samych i tylko jasne pręgi światła świec mówią, że ziemia jeszcze nie ostygła. Wielkość staje się groteskowa i daje się zakuć w kajdany z brązu, co pasuje wyłącznie na pomnik. I to chyba jednak nie ma nic wspólnego z codziennością, bo za bardzo akcentuje ostateczność śmierci. Teraz za oknem, gdzieś na wschodzie majaczy, prawie nierealna, purpurowa zorza świtu.
Wiatr huczy złowrogo, jakby rozwiewał z każdym przejechanym przeze mnie kilometrem drzemiące pokłady nadziei. Wtulam się światłami samochodu w rozhukany wichrem las… ciszej… coraz ciszej. Nawet droga jest jakby pełna srebra rybich łusek. Wreszcie Jesenik. Jeszcze śpiący. Przygotowujący się do nowego dnia. Dokoła przemykający szybko przechodnie. Skuleni, zziębnięci. Wiatr jakby jeszcze bardziej się nasilił. Przejeżdżam przez miasto. A na przełęczy – niesamowitość chwili! Zachód pełen mroku nocy i mrugających gwiazd, wschód – pełen odłamków rozbitego, purpurowego lustra. Krwisto. Ascetycznie czysty świt. Bez żadnej, tajemniczej mgły. Bez półcieni kryjących się wśród liści. Tylko wiatr i przejrzysty ocean nieba. Halny rozwiewa mi nadzieję na wątpliwości. Wreszcie głęboki kanion rzeki. Szumi, zaprasza. Na razie łowię myśli. Ładuję ten swój akumulator paletą odrealnionych barw. Nie myślałem, że listopad i halny mogą stworzyć taką intensywność jesiennych odcieni. Przysiadam na kamieniach. Woda jak w studni. Wielobarwne krzemienie połyskują zalotnie. Łyk kawy z termosu. Gdzieś tam górą przemyka wiatr, a tu, w dole, zapracowana wiewiórka, zajęta gromadzeniem ostatnich zapasów na zimę, przesypuje zeschłe liście, poufale się przygląda, strzygąc uszkami. Może zaprosić ją na kawę? Chwila jak tysiące innych. Przemykająca. Zastyga cieplejszym odcieniem na sercu. Słońce już rozświetliło rzekę całą swą wątłą siłą. Obudziło rójkę owadów o odcieniu dymu z papierosa. Maleńkie jętki… nie straszny im nawet halny. Wichura ich nie sięga, tu bezpiecznie przeżyją swój jeden, jedyny dzień. Zginą wraz z zachodzącym słońcem. Element życia. Wielkiego koła natury. Tylko tyle?! Niektóre przysiadają na odłożonej na kamieniach muchówce. Maleństwa pełne piękna. Delikatne. Wydają się takie kruche, ze sam mój dotyk mógłby je zabić. Otwieram pudełko pełne sztucznych jętek. Moich jętek. Za chwilę nadam im iluzję życia.Ale na razie łowię… myśli, bo sama obecność tu i teraz, to szansa na weryfikację codzienności, to moralny czyściec wśród poezji natury. To przecież za tym kamieniem, za tym zakrętem rzeki, znad tęczowego dna pełnego krzemieni podniesie się ona… WIELKA RYBA. Czy to abstrakcjonizm? Mało kto rozumie, że w tych obrazach – chwilach, nie ma nic do rozumienia, jak w muzyce, jak w barwach światła, które można lubić lub nie. Wiatr gdzieś tam hula, anemiczne słońce radośnie rozświetla głęboki wąwóz. Idę przeznaczeniu naprzeciw. Tylko wiary… bo nadzieja przyjdzie sama za kolejnym zakrętem. Tutaj rzeka jeszcze bardziej wtula się w zbocza… to inny świat. Pełen głębi i tajemnicy. Wiatr tu dociera, rzucam pomiędzy podmuchami, mierzę w najciemniejszą toń. Wiem, że woda sięga tam ramion. Długo. Muszki toną bardzo długo. Lekkimi pociągnięciami sznura staram się im nadawać pozory życia. Gwałtowny skok końcówki sznura kwituje zacięciem. Podnoszę muchówkę. Ciężar. Miękki, pulsujący. Zamazane błyski w głębinie. Luz… Chwila ciepła w sercu i lodowaty skowyt duszy. Odpuszczam. Daję miejscówce odpocząć. Ja tu wrócę… Tymczasem, dalej, lipienie nadal mnie ignorują. Niby wychodzą, biorą, ale chyba halny robi swoje. Tamta chwila rośnie! Pokrywa się patyną… Jakby rozkołysane wiatrem poruszone barwy – wciągają. Szumią szmaragdowo. Mieszając nurt rzeki z niebem. Obraz staje się powietrzem i przestrzenią… Wracam na czubkach palców. Czekam na ciszę. Rzut… zbyt nerwowy, za długi, pozostawia muszki na bezlistnych gałązkach. Wiążę nowy przypon, nowe muszki z wiarą graniczącą z pewnością… Oddech. Teraz kolejny, spokojny, pewny rzut. Muchy znów toną przeraźliwie długo… z obawą czekam… Gdy znikają z oczu, podciągam je powoli. Widzę błysk boku ryby. Tnę w ciemno. Znów ciężar. Mocny. Pulsujący. Pełny sprzeciwu i siły. Holuję delikatnie… ta moja obawa o przypon lipieniowy. Walka trochę mnie zastanawia i przeraża. Ryba wciąż chodzi przy dnie. Uparcie wraca w głębię. Drzemiąca siła wściekle tarmosi linkę. Powoli jednak odzyskuje pewność siebie. Teraz już blisko. Łatwo wchodzi do podbieraka. Nawet nie czuję chłodu jesiennej rzeki. Jestem mokry... Łypie okiem, że ktoś w tak podły czas zastawił pułapkę. Patrzy na mnie pierwszy raz, chyba jest mi głupio. Wynoszę ją jednak daleko od rzeki. Jest PIĘKNA. Całe 67cm cm srebrzysto-tęczowego piękna i siły.
Patrzę na psa, który znudzony położył się wśród liści. Śpi?... Drzemie?... Daję mu kawałek kiełbasy… wiem co myśli… jestem w niebie. Oblizał się. Psie niebo… Patrzę na szemrzącą rzekę. Dzisiaj i ja mam swoje małe niebo… Usiadłem przy pastwisku na skraju wąwozu rzeki, gdzie listopadowy wieczór rozpoczął rozmazywać barwy dnia, strzelając resztkami bylicy w niebo i już nie chcę, aby rozgwieżdżony firmament przekształcał się w coraz ciemniejszego skorupiaka, co niczym pęczniejący hełm więzi sklepienie niebieskie nad pęczniejącą paszczą zatłoczonej teraźniejszości. Już nie chcę…
casim Autorzy zdjęć: Kazik i Ania Żertka.
Zgłaszam na konkurs WTV |
Najnowsze komentarze
Bolek
Gratuluje widzę że nie próżnujesz pozdrawiam
więcej
22.05.12 16:06
Napisał tomasz kwieciński
JIGOPEDIA - jak zrobić jiga
Szacun... więcej
22.05.12 12:58
Napisał rybowanie.pl
Łowiska - Śmietniska
Temat znany od dawna, ale ważne, że wraca... http://rybowanie.pl/artykul_pelny.php?id=11 Pozdro, ryb... więcej
22.05.12 12:44
Napisał rybowanie.pl
Limit 7 sztuk
Masz rację Andrzeju , #Longin , nawet duże wymiarowe dorsze wyłowione z dużej głębokości i wypuszczo... więcej
22.05.12 10:15
Napisał jurek-strażnik
Będą walczyć z kłusownikami.
Pływałem wiele razy po Zalewie Szczecińskim i odnoszę wrażenie, że nikt nie chce zająć się tam probl... więcej
22.05.12 08:22
Napisał t12
JIGOPEDIA - jak zrobić jiga
śliczne cudeńka... więcej
22.05.12 08:15
Napisał t12
Limit 7 sztuk
Czas najwyższy na zmianę tego bezsensownego limitu. Gdyby inspektorzy rybaccy na morzu zaczęli kontr... więcej
22.05.12 07:37
Napisał t12
Limit 7 sztuk
I tak tego idiotycznego limitu nikt nie przestrzega. Dorsz wyholowany z dużej gębokości silowo i tak... więcej
21.05.12 17:29
Napisał Longin
Będą walczyć z kłusownikami.
Szanowny Panie Zbigniewie, Zapewniam Pana, że Autor doskonale wie o czym pisze i napisal rzeczowy ar... więcej
21.05.12 08:38
Napisał Jerzy Kowalski
Napisz poradę - wygraj kołowrotek Daiwa ...
Moje gratulacje
więcej
20.05.12 16:28
Napisał jurek-strażnik
Napisz poradę - wygraj kołowrotek Daiwa ...
Dzięki wielkie dla całej redakcji za uznanie :) Gratuluję reszcie uczestników wspaniałych wpisów i c... więcej
19.05.12 14:48
Napisał szymonxx
Napisz poradę - wygraj kołowrotek Daiwa ...
Brawo! Uważam,że sluszna decyzja!
Gratuluję zwycięzcy!
Może nawet kiedyś zrobię sobie jiga w... więcej
19.05.12 14:42
Napisał Longin
Napisz poradę - wygraj kołowrotek Daiwa ...
Po wielogodzinnych sporach i dyskusjach, mamy przyjemność ogłosić, że najwyżej ocenionym przez zespó... więcej
19.05.12 14:32
Napisał Redakcja
Big Momma's House - Wersminia
http://youtu.be/1Rj-0rAySWM więcej
18.05.12 08:45
Napisał Dusza
Logowanie
- glizdziarz : Zmykam do pracy. Do miłego
- glizdziarz : Od razu dam 2 puchy kuku
- korzun04 : trzymaj się- a miejscówke odrazu podnęć grochem czy kuku
- glizdziarz : Jak zassię wszystkie odcinki to ci na DVD podeślę
- glizdziarz : No ja też zaraz mykam do pracy. Przed wieczorkiem pomknę oczyścić miejscówkę
- korzun04 : Trzymaj się- powodzenia
- korzun04 : mam wieści z wyszogrodu - totalna klapa, zastanawiam się czy nie ruszyć na kanały...

- j@rex : muszę uciekać do pracy miłego dzionka

- korzun04 : możliwe..
, - glizdziarz : Jak byś obejrzał pierwszy odcinek to też by cię wessało
- korzun04 : maniak!

- glizdziarz : Zauważyłem. A ja dalej zasysam kolejne odcinki serialu Uczastok.
- korzun04 : Z ziomalem se gadam!

- korzun04 : nie!
- glizdziarz : Widzę, że dziś nie jestem pierwszy

- korzun04 : Witaj Grzegorz!

- korzun04 : na kanałach jestm stałym gościem - może polecę tam w Boże Ciało
- korzun04 : ja kiedyś jeździłem na Klusy między ełkiem a Orzyszem, oraz święcajty w ogonach i kanały szymoński ,mioduński ,
- glizdziarz : Dzień dobry
- korzun04 : u mnie w okolicy to trzepią siatami do oporu, a ceny na wędkowanie zaczynają się od 250zł jeżeli chcesz łowić w nocy to x2
- j@rex : a Ty gdzie łowisz??
- j@rex : ale są jeziora gdzie dzierżawcy zauważli nareszcie że większą kasę będą mieć z licencji i turystó niż z tego co wyciągną z siatek
- j@rex : ciężko bo jeszcze na niekórych jeziorach odłowy przemysłowe trwają
- korzun04 : słyszałem że tam ciężko z rybą?
- j@rex : w weekand planuję na Selmęt Wielki
- j@rex : a ne mazury to okolice Ełku
- j@rex : na narew kupujemy licencje tylko że tam jest dwóch dzierżawców i tak naprawdę to djabli wiedzą na czyjej wodzie łowisz

- korzun04 : a na mazury gdzie jeździsz?
- korzun04 : to pod Łomżą? to jeszcze woda PZW czy prywatny odcinek
- j@rex : trochę trzeba jechać ale coś tam zawsze się złowi
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą wysyłać wiadomości
- Użytkowników: 6
- Gości: 23
PATRONAT WTV
Najaktywniejsi
-
wedkarz2309178 Punktów -
Longin158 Punktów -
mirasek153 Punktów -
rooster152 Punktów -
maniek-pc144 Punktów -
czaplasiwa121 Punktów -
Kerad112 Punktów -
pisaq111 Punktów -
Snajki95 Punktów -
tomasz kwieciński91 Punktów
W SKLEPIE
|
20.00 PLN
|
|
24.00 PLN
|
|
10.00 PLN
|
|
20.00 PLN
|
|
12.00 PLN
|
















Nie wiem, dlaczego, ale zawsze i o każdej porze roku uwielbiam świt, tę ulotną chwilę końca nocy i niepewności wstającego dnia. Tak było i dziś po nocnej burzy. Tej z rodzaju dziwacznych snów i mokrej poduszki. O czwartej rano wszystko wydaje się zasnute tajemnicą...






Email
Blip
Wykop
Nasza klasa
Facebook
Twitter
Delicious
RSS
Śledzik
Google
Buzz
Grono






Komentarze
"Jeszcze się dziwi, gdy ciepłą dłonią ustawiam mu pysk pod prąd. Ta jedna, jedyna ulotna chwila gdy spotykają się dwa obce światy. Odpływa spokojne. Przepada w głębię."
*****
Dziękuję wszystkim którzy ocenili moje skromne przemyślenia dotyczące naszego hobby. Myślę, że kolejne opowieści spotkają się z równie ciepym przyjęciem.
Pozdrawiam wszystkich i dziękuję uczestnikom konkursu.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.